Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Maks z miasteczka Poznań, Os. Pod Lipami. Mam przejechane 23879.28 kilometrów w tym 9152.02 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 21.79 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl


MARATONY W KTÓRYCH BIORĘ UDZIAŁ


REPREZENTUJE TEAM

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Maks.bikestats.pl
  • DST 73.56km
  • Teren 60.00km
  • Czas 04:06
  • VAVG 17.94km/h
  • VMAX 47.92km/h
  • HRmax 172 ( 96%)
  • HRavg 146 ( 81%)
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hermanowa GIGA

Niedziela, 15 sierpnia 2010 · dodano: 15.08.2010 | Komentarze 17

Na początek kilka słów o samym maratonie tak więc trzeba powiedzieć że dojazd do maratonu oznakowany bez problemów człowiek trafia. Przyjechaliśmy do Hermanowa. Pobranie numerów i chipa oraz Pakietu w którym była koszulka XL (udało mi się zamienić na S o dziwo pasuje na mnie) ;) żel i batonik oraz broszurka opisująca organizatorów. Możliwość wypicia kawy w dowolnej ilości cukier śmietanka do dyspozycji ;) duży plus. Przebraliśmy się ze Zbyszkiem i mały trening. Start przesunięty o pół godziny. Ustawiamy się w sektorach. Mój plan taki aby trzymać się blisko Zbyszka aby mi torował drogę bardzo szybko okazało się że to nie będzie takie łatwe ponieważ wystartowali wszyscy razem więc wymijanie dzieciaków i osób które po raz pierwszy jechały na maratonie nie jest łatwe. Zbyszek ucieka mi na jakieś 200m ale po mojej prawej wychodzi młody który ostro pruje do przodu podczepiam się na koło wymijamy kilkanaście osób jestem zaraz za Zbyszkiem jest kamienisty zjazd gość przede mną panikuje i zaczyna gwałtownie hamować przednim i tylnym hamulcem przednie koło dostaje uślizgu (miałem to w Głuszycy) i gościu leży jak długi. Miałem dosłownie sekundę albo przeskoczę albo go uderzę albo będę starał się go wziąć od lewej wybrałem to ostatnie niestety uderzając go kołem w głowę (całe szczęście, że miał kask) po uderzeniu jechałem na tyle wolno że udało mi się wypiąć w locie i rower został. Nic mi się nie stało gość też wstał. Tak to jest jak się zaczyna panikować na zjazdach.
Jadę swoje już wiedziałem że będzie trudno dogonić Zbyszka. Ale powiem tak że tętno średnie było bardzo wysokie 158 a max powyżej 170. Wszystko ok na zjazdach puszczałem klamki na podjazdach podjeżdżałem na jednym szybkim zjeździe ustawiłem się na środku (tam gdzie było twardo. jakiś gość próbował mnie brać po prawej stronie w lekkiej rynnie piaskowej, zarzuciło go 2 razy i zliczył piękne OTB wpadając na drzewka. Nie mogłem się obejrzeć bo bym wylądował podobnie. Pominę fakt że część osób pogubiło trasę. Nadrobiliśmy trochę km (problem z oznaczeniem). Na 20km tego nie zapomnę to był dla mnie koniec :( zjadłem żelka ponieważ wiedziałem że przy takim spalaniu muszę przyjąć wcześniej niż na 30km. Po przejechaniu 30 km zacząłem mieć potworne bóle żołądka nic nie pomagało, wypicie czegokolwiek tylko potęgowało ból a wiedziałem że muszę pić i jeść bo będzie ze mną źle. Po pwenym czasie jakimś cudem na podjeździe zobaczyłem Zbyszka. Mi udało się podjechać mimo że było ciężko on szedł z buta ;). Dalej jadę swoje ale niestety ból się wzmaga na kolejnym bufecie zaczynam jeść arbuzy popijam (nie wiem co to było czy woda z sokiem czy coś innego) Zaczynam mieć potworne bóle przez chwilę pomyślałem że zrezygnuje nie dam rady, nic nie pomaga żołądek w ogóle nie pracuje jest kompletna bryndza zaczynam jechać swoim tempem zaraz za Zbyszkiem mijają nas goście z GIGA masakra oby dojechać pomyślałem najwyżej się doczołgam do mety. Kolejny bufet Zbyszek łapie w locie picie ja się zatrzymuje na 2 kubki. Kolejna fala bólu. Jadę Zbyszkowi na kole ale za chwilę już nie mogę im szybciej kręcę tym większy ból. Już wiem że z nim nie wygram myślę że on wie również. Zwalniam coraz bardziej jadę tempem spacerowym wiem że nie mogę ani pić ani jeść czegokolwiek. Mijają kolejne km ból się zmniejsza. Jest ostatnie 6km. Żołądek wskakuje na obroty jest lepiej zaczyna się spalanie ale po niecałej minucie jest kryzys "węglowy" zaczynam odczuwać najpierw stopy później plecy. Nie będę ryzykował kolejnym żelkiem pomyślałem sobie i znów musiałem zwolnić ból pleców był nie do zniesienia. Dojazd do mety mniej więcej w tym czasie powyżej 4h tak źle mi jeszcze nie poszło. Wiem że gdyby nie ten żel to mogłoby być inaczej. No cóż tak bywa. Prawdopodobnie żel dostał powietrza po odkręceniu miałem go w lodówce myślę że ponad miesiąc i się zdążył zepsuć.
Zbyszek był po raz pierwszy przede mną i po raz pierwszy 6. Przyjechałem jakieś 15 min po nim.
Jak dojechałem na metę zjadłem solidną porcję makaronu do tego kiełbasa z grilla do tego litr coli na oczyszczenie żołądka. Poczułem taki power że mógłbym jechać maraton ponownie ;)
Bym zapomniał podczas losowania wygrałem narzędzia ;) szkoda że nie rowerowe ;).

Co do oznaczeń maratonu to po prostu porażka. Wg mnie 1 zbyt mało kartek i kartki za małe złe kolory niebieska strzałka na białym tlę lub pomarańczowa strzałka na białym tle z bardzo wąskim grotem nawet z 10m nie szło zauważyć czy trzeba jechać w prawo czy jest w lewo. No i oczywiście start wg mnie należało podzielić na 3 grupy MINI MEGA i GIGA i puszczać w odstępach czasowych. Zacząć od GIGA a kończąc na MINI. (To moja skromna sugestia)

Ponad 8min (sumarycznie jazda na progu mleczanowym) jest to chyba najdłużej. (pod warunkiem że mój próg nie zdążył się przesunąć

Co do reszty pierwsza klasa ;)
Ogólne wrażenia mimo złego samopoczucia bardzo pozytywne ;)

Miło było spotkać:
Jarka i Marka od Rybczyńskiego.(Marek przyjechał aż ze Złotego Stoku pojeździć na płaskim terenie ;))
Agnieszkę - dziewczynę Jarka
Marca z Wojtkiem
Duna
Pawła wraz z Kuzynem
Rodmana
Konrada z kolegą

  • DST 25.04km
  • Teren 10.00km
  • VMAX 47.48km/h
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z dzieciakami po Cytadeli

Sobota, 14 sierpnia 2010 · dodano: 14.08.2010 | Komentarze 1

Jako że dzieciaki dzisiaj były niemożliwe do opanowania postanowiłem że je trochę zmęczę wyjazdem na rower. Tym bardziej że dawno nigdzie nie jechaliśmy. Na początek planowałem Morasko kilka podjazdów i ... ale wyczuły intencję i postawiły na Cytadelę. Ruszamy na początek kilka prostych podjazdów idzie dość ciężko potem trochę technicznych podjazdów i niestety nie dają rady :( Na jednym takim podjeździe Andrzej stanął przed końcem podjazdu a Basia nie zdążyła podjechać i nie zdążyła nacisnąć na hamulce więc zjechała tyłem i miałem jazdy techniczne z dzieciakami skończone. Żeby się biedaczka nie zraziła postanowiłem że jedziemy jej tempem potem Andrzeja. Dzieciaki pokazywały pod jaką górkę tata ma wjechać i z jakiej zjechać a tata wykonywał te ćwiczenia ;) Generalnie głównie w tlenie i bez specjalnego wysiłku przed maratonem. Na koniec wypiły mi bionik wody z sokiem i nie miałem co pić ;) Zaczęło robić się późno więc wróciliśmy do domciu.

Wycieczka myślę udana.

  • DST 29.67km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:10
  • VAVG 25.43km/h
  • VMAX 42.26km/h
  • HRmax 172 ( 96%)
  • HRavg 141 ( 78%)
  • Kalorie 801kcal
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Delikatnie

Piątek, 13 sierpnia 2010 · dodano: 13.08.2010 | Komentarze 1

Dzisiaj był dzień aby wypróbować napęd wczoraj trochę dałem ciała i niestety zapomniałem dać podkładek co mi lekko pokrzywiło tulejkę. Udało mi się ją naprostować a przy okazji kupiłem nową mimo że jak dzwoniłem do Pawlaka to mi powiedzieli że nie jest potrzebna w ogóle. Tak naprawdę nie zabezpiecza przed syfem. Trzeba po prostu często zaglądać. Napęd został wyregulowany niestety jest nieco gorzej niż było poprzednio. Jest moment mała zębatka z przodu i z tyłu gdzie łańcuch zaczyna szorować po dolnej części wózka przerzutki. Niestety jak bym chciał to wyeliminować to musiałbym zmienić koszyk ponieważ przerzutka już niżej niestety nie pójdzie. Generalnie zostawiłem bo nie jeżdżę przy tak z ukosowanym łańcuchu. Regulację przeprowadziłem wymieniając ostatni pancerz z tyłu był ostro zasyfiony. Korba trochę ciężej chodziła ale pomyślałem że to łożyska muszę się rozjechać. Wyruszyłem na lekki rozjazd ponieważ już od 2 dni mnie bolą dwugłowe najlepsze że nie wiem od czego pewnie z lenistwa ;).
Mięśnie udało mi się rozgrzać po 5 km przejechanych w Strzeszynku. Postanowiłem tam się wybrać bo niestety na dłuższą trasę nie miałem dzisiaj szans (ze względu na pogodę i czas). Jak ruszyłem po pewnym czasie widzę gościa jedzie około 28km/h łykam go bez problemu.
Jadę około 30km/h tutaj mogę się mylić bo zmieniłem opony na Ralphy i nie zmierzyłem obwodu koła tak więc wyniki są zaniżone. Zwalniam nieco do 28km/h jadę tak przez pewien czas mija mnie gość na szosówce nieźle sypie postanawiam mu usiąść na koło jadę przez krótką chwilę z prędkością 32km/h nagle gość zwalnia dobry moment na wyprzedzenie no tak teraz zauważyłem dzwoni lub odebrał telefon dlatego zwolnił. Wyprzedziłem znów na budziku 32km/h (zaniżone) ;) obracam się do tyłu gość usiadł mi na kole jedziemy przez dłuższą chwilę 32km/h moim tempem w pewnym momencie ja skręcam a gość jedzie dalej prosto. Jadę Strzeszynek Kiekrz. W Kiekrzu sprawdzam siłę na podjazdach. Jest lepiej niż było jadę ze środkowej na stojąco do samego końca ostatni stromy podjazd podobnie. Nic mnie nie boli, Asfalt tory i jestem na końcówce Strzeszynka Widzę tego samego gościa jedzie delikatnie 26km/h łykam go i tak jadę do ulicy. Za ulicą gość mnie bierze jak mam 28km/h siadam mu na koło prędkość rośnie 30..32..35..40..42 i ostry zakręt widzę że z przeciwka ktoś zbyt szeroko jedzie gościu dał po hamulcach w tym samym czasie ja też hamowałem tylko tylnym aby mnie trochę obróciło na zakręcie ponieważ był lekki żwirek a teraz mi się przypomniało że moje Ralphy są już prawie łyse ;)więc całe szczęście że nie hamowałem przednim ;)
Dalej jadę już cały czas na kole gość wyraźnie zwolnił jedziemy około 32km/h. Dojeżdżamy do końca siadamy aby uzupełnić izotoniki ;)
Jak zwykle złocisty chwilę pogadaliśmy wiadomo o czym ;) i w drogę powrotną. Szkoda że tak krótko dzisiaj. Widać wyraźnie że przez ten okres co nie jeździłem wyraźnie jest gorzej tętno poszybowało 2 razy na 170 co daje do myślenia tym bardziej że nie jest to błąd ;)

Wyniki tej pętelki:
MAXPULS: 172bpm 96%hr max
AVGPULS: 144bpm 80%hr max
AVGCAD: 69rpm
DIST: 19,60km
TOTALTIME: 45:12
AVGSPEED: 26,0km/h
MAXSPEED: 42,8km/h
TOTALCAL: 521kcal

Wyniki można interpretować tak że mimo niezbyt wysokiej średniej tętno wyraźnie wysokie. Zmęczenia nie odczułem na żadnym odcinku oznacza to że mięśnie są zregenerowane tylko ten ból dwugłowych mnie niepokoi (coś jak zakwasy).

I na koniec zważyłem rower bez narzędzi i bidonów i innych dupereli typu lampki czy pompki. Waga 12,1kg Nie jest źle ;) Ale nie ma też rewelacji w przyszłym roku trzeba będzie zmienić koła na lżejsze ;)

Suma sumarum jazda bardzo fajna bardzo mi była potrzebna przed maratonem.
W domu sprawdzam napęd korba chodzi wzorowo ale coś chrzęści jak zdjąłem łańcuch okazało się że łańcuch złapał trochę piasku i dlatego.

Zdjęcie Rowerka w nowej konfiguracji już niedługo ;)

Napęd cz 2

Środa, 11 sierpnia 2010 · dodano: 11.08.2010 | Komentarze 12

Dzisiaj przyszły klamoty ... ;)

Klamoty © Maks


Udało się odkręcić pedały przy pomocy Zbyszka przyniósł rurkę i chyba miał więcej siły niż ja ;).
Z suportem też było trochę problemu ale generalnie się udało. Dzisiaj zawiozłem rower do planowania mufy koszt 30zł Zważyliśmy też Rowerek Zbyszka 11,4kg. Mój bez korby i suportu oraz narzędzi 11,1 już mi się podoba ;)
Co ciekawe ważyliśmy koła przednie i okazuje się że waga jest bardzo podobna.
No nic zobaczymy po zmontowaniu całości. Czeka mnie jeszcze umycie gwintów i przesmarowanie i złożenie wszystkiego do kupy . Jak będę zakładał oponki to zważę obręcze.
Jutro czeka mnie full roboty może się wyrobię to testy będą już Piątek a w sobotę jak będzie pogoda będzie można wypróbować nowy napęd ;)
Kategoria Serwis


Napęd

Wtorek, 10 sierpnia 2010 · dodano: 10.08.2010 | Komentarze 14

Jutro ma przyjść napęd więc dzisiaj się zabrałem za odkręcenie pedałów. SPD540 minusem jest to że tylko na imbus 8. Kurcze za choinę nie idzie tego diabelstwa odkręcić. Jutro będzie Zbyszek z 0,5m rurką mam nadzieje że pójdzie bo jak będę miał zapłacić za odkręcenie pedałów to już mnie jasna bierze. Jutro też sprawdzę suport czy nie potrzeba mu planowania. Dzisiaj zważyłem swój rowerek 13kg. o 3 za dużo ;) Najwięcej pewnie koła ważą. Muszę je jutro zważyć.
Kategoria Serwis


  • DST 16.50km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:13
  • VAVG 13.56km/h
  • VMAX 54.77km/h
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazd po Głuszycy

Poniedziałek, 2 sierpnia 2010 · dodano: 04.08.2010 | Komentarze 12

Rano pobudka toaleta i leń jak 150... Ból wczorajszy pośladków nieco mniejszy dzisiaj. Ból lewej nogi (stan zapalny - ogólne zaczerwienienie) Przemogłem się i ruszyliśmy pod górę gdzieś na niecałym kilometrze zauważyłem że nie wziąłem bidonu z piciem który sobie uszykowałem w kuchni. Zbyszek jako że miał o wiele więcej sił cofnął się po bidony. Jak przyjechał to niestety pojechałem zbyt daleko. Postanowiliśmy zmienić trasę. Po drodze spotykamy Mariusza. Mariusz stwierdził że jedzie z nami więc dalej ruszamy przed siebie we trójkę. Widoki są po prostu piękne ;) Dojeżdżamy do sławetnego podjazdu pod Sokół. Niestety mnie nie udaje się wjechać za to Zbyszkowi się udaje wraca niesamowicie uradowany. Tak to jest jak się ma Mariusza przed sobą ;)
Później powrót i pakowanie trzeba wracać bo rano czas do pracy...
Generalnie bardzo udany wypad ;)

Trak i trochę zdjęć:



Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks

Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks

Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks

Spotkanie z Mariuszem (Klosiem) © Maks

Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks

Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks

Rozjazd po maratonie w Głuszycy © Maks


Pierwszy podjazd każdy próbuje nie swój rowerek


Drugi podjazd Zbyszkowi udaje się podjechać ;)


Drugi podjazd też Mariusza.

  • DST 65.40km
  • Teren 61.00km
  • Czas 05:27
  • VAVG 12.00km/h
  • VMAX 49.30km/h
  • HRmax 187 (104%)
  • HRavg 143 ( 79%)
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Maraton w Głuszycy

Niedziela, 1 sierpnia 2010 · dodano: 03.08.2010 | Komentarze 9

Myślę że był to najważniejszy maraton jako, że ostatni u Golonki w tym roku. Cel był pokonać po raz ostatni Zbyszka i przypieczętować tym samym swoje zwycięstwo.
Jeśli chodzi o skalę trudności był na pewno bardzo wymagający trzeba było nie raz puszczać klamki bo inaczej byłoby nie wesoło. Ale wróćmy na początek. Ustawiliśmy się przed startem razem ze Zbyszkiem, z Marcem i Wojtkiem. Przed startem oczywiście porcja żelu, pełna koncentracja wreszcie start. Jadę jak zwykle swoje kontem oka widzę Marca pomyślałem Zbyszek pewnie też poleciał do przodu. Ale nic na pierwszym podjeździe robi się tłok co jakiś czas łapię się na koło i zaczynam przyspieszać. Oddech miarowy głęboki tętno ustabilizowane tlenowe ;) Tak jadę sporą część dystansu wreszcie zaczynam wchodzić w górne okolice swojego tętna tlenowego łapie się na koło coraz szybszych zawodników. Problem w tym, że ci zawodnicy bardzo szybko się wypalają. Na jednym szutrowym zjeździe widzę jak gościowi przede mną zaczyna latać tylne koło i zaczyna tracić kontrolę nad rowerem ale w porę wyhamowuje (nie obyło się bez upadku). Patrzę wstaje słyszę głos z tyłu wszystko ok.? Gość krzyczy że tak. Przyspieszam… Moje koło dostaje niebezpiecznych wibracji i zaczyna latać na prawo i lewo, zaczynam pulsacyjnie hamować. Koło wraca na "prostą" ;) Myślę: Cały czas jeszcze jestem w ogonie. W pewnym momencie po lewej stronie siedzi gościu. Ktoś się pyta czy pomóc gość mówi że rozwalił karbona w 3 miejscach (ma chłopak pecha ...) Czuję, że jedzie mi się naprawdę nieźle muszę tylko pamiętać o regularnych postojach i węglowodanach a będzie dobrze ;). W pewnym momencie widzę Izę jedziemy przez jakiś czas razem. Jadę na jej kole myślę. Wiem że wie że jadę za nią bo jak tylko próbuję ją wyprzedzić po prawej stronie przyspiesza. Postanawiam że jeszcze poczekam w pewnym momencie widzę jak zaczyna pić i w tym samym momencie ją wyprzedzam dość stanowczo. Jadę przed nią. Na pewnym zjeździe dochodzę jakiegoś marudera który zbyt gwałtownie zaczyna hamować co niestety kończy się dla mnie wypięciem z roweru. Dobrze że Iza zdążyła zahamować w porę i się nic nie stało. Wskakuje na rower tracę kilka pozycji zaczynam gonić ale bez problemu dochodzę i wyprzedam na zjeździe Izę później już jej nie zobaczę. Na 25km jak twierdzi Zbyszek (ja nie pamiętam) na jednym z podjazdów zauważam Zbyszka jakoś dziwnie kręci jakby był zmęczony. Postanowiłem, że wezmę go bardzo szybko pokazując mu, że mam sporo siły tak aby mi przypadkiem nie usiadł na koło. Bardzo szybko go mijam. Przyspieszam mija jakieś 5 km nie widzę go za sobą mogę jechać swoje. Jadę szybko jak na moje możliwości sił mi starcza staram się każdy podjazd podjeżdżać ale nie zawszę się udaje. Na 32km biorę 100g żelu. Nie mam żadnych problemów czuje delikatnie nogi. Zbliżam się do sławetnego zjazdu na którym wczoraj zaliczyłem glebę bo spanikowałem i zbyt mocno przyhamowałem. Dzisiaj już nie popełniam tego błędu widzę gość jedzie przede mną ale jakoś tak bardzo wolno krzyczę uwaga !!!!. Goś momentalnie hamuje i schodzi z roweru odsuwając się (podziękowałem) zjechałem na samym końcu jest skręt w lewo wiem że nie skręcę muszę zahamować wypinam lewą stopę ale rower idzie w prawą stronę. Z prawej nogi zaczyna się sączyć przez bandaż, kurcze ale pech ta noga mi Się chyba nie zagoi...:(. Ten zjazd mnie wykończył i gleba pewnie była ze zmęczenia. Postanawiam że wezmę kilka łyków izotonika z bidonu i w drogę. Dochodzę gościa który mi ustąpił miejsca wcześnie przy zjeździe widzę jak schodzi z roweru i siada. Pytam się czy coś się stało on mi na to że skurcze. Jadę dalej, Zbyszka nie widzę jest ok to mi daje skrzydeł jadę szybciej. Gdzieś na końcowym zjeździe po kamieniach i korzeniach widzę gościa co sprowadza rower krzyczę uwaga !!! ... lekko przyhamowałem i zaraz jak go mijam przednie koło wpada w poślizg nie udaje mi się opanować roweru wiem że będę leżał... Gleba. Bardzo bolesna. Słyszę za sobą głos ja pier!@#ę nic się nie stało. Wstaję z lewego kolana leci czerwona sprawdzam czy mogę się ruszać czy nic nie jest połamane uderzyłem delikatnie głową o ziemię. Stwierdzam że nie ma sensu sprowadzać to jest do przejechania. Słyszę za sobą głos "I dla tego ja sprowadzam ..." Wsiadam na rower i kończę zjazd. Znów za mocno zahamowałem uderzyłem "dolną częścią brzucha" o siodełko i zaliczyłem kolejną wywrotkę tym razem bardziej bolesną od siodełka niż od upadku. Wsiadam dalej znów jadę zjazd się kończy po lewej stronie widzę gościa leży na trawie drugi mu pomaga wezwał już karetkę słyszę o ku$#a chcesz wodę utlenioną ? Krzyczę że nie potrzebna. Dojazd do kolejnego bufetu. Doszedłem Marca. Zaczynam pałaszować co mają dużo piję gość mi się pyta czy polać wodą nogę to był zły pomysł czerwona już zastygła a woda leje mi się do buta bez sensu ... :( leje kolejną porcję izotonika do bidonu i ruszam za Marcem. Długi zjazd asfaltowy nie pedałuję przede mną jakiś gość nie ma szans z moimi oponkami ;) Gość pedałuje i ciągle się obraca składam się rower przyspiesza dochodzę do gościa krzycząc że ma się nie obracać bo wyląduje w rowie. Tym bardziej że z przeciwka jadą auta. Zakręt w prawo i zaczyna się ostry podjazd. Jasny gwint zaczynam czuć nogi ale to już jest końcówka. Okazuje się że jeszcze jest podjazd na Sowę. Dojazd do kolejnego bufetu w locie łapie wodę i zaczyna się kamienisty podjazd. Zaczynam odczuwać duże zmęczenie i znużenie łapię się na koło za gościem i jadę jego torem nie chce mi się go wyprzedzać ale gość jedzie tak wolno i kiepsko technicznie że co jakiś czas staje wyprzedzam go... Koniec podjazdu na Sowę. Zjazd jest ciężko przestaje rejestrować już gdzie jestem widzę tylko strzałki. I tak jadę do samego końca do Mety. Zbyszka nie widać. Dojeżdżam na miejsce startu i spotykam Wojtka pokazuje mi max prędkość ponad 70km/h.

Szukam karetki muszę oczyścić ranę kość piszczelowa spuchnięta ale jest ok. Miłe panie lekarki oczyszczają mi ranę dezynfekując i chłodząc miejsce stłuczenia. Przy okazji okazuje się że łokieć też jest nieco zabrudzony. Po oczyszczeniu nie wygląda to zbyt groźnie lekkie zadrapania i stłuczenia to wszystko.
Wyciągnięte wnioski ze zjazdów są ;)
Przy okazji powrotu do miejsca zakwaterowania mam odcięcie energii dopiero teraz przypomniało mi się że nie wziąłem kolejnego żelu. Dochodzę do siebie po 10 min jazdy tempem żółwim.
I tak jakoś dojeżdżam na miejsce ze Zbyszkiem i Dunem. Zbyszek jak zwykle na powrocie pokazuje ile ma siły ;)

Kolejny maraton wygrany i kolejny maraton w który włożyłem 100% tak trzymać ;)
Wyniki:
Open: 289/447
M4: 29/52

Po analizie max tętno na zjeździe chyba jak zobaczyłem przed sobą auto to tak podskoczyło ;)

Gdzieś na trasie ... © Maks


  • DST 35.36km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:28
  • VAVG 10.20km/h
  • VMAX 40.42km/h
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przyjazd do Głuszycy

Sobota, 31 lipca 2010 · dodano: 03.08.2010 | Komentarze 4

Umówiliśmy się ze Zbyszkiem około godziny 17:00 wyjazd na miejscu byliśmy koło 22:00. Spanko i od rana przygotowania. Nazajutrz rano wyskoczyłem po prowiant coś zjedliśmy i w drogę objechaliśmy kawałek trasy maratonu (końcówki łącznie z podjazdem na Sowę robiąc przy tym dużo zdjęć). Jazda była bardzo lajtowa nie chcieliśmy się zbytnio przemęczać przed maratonem. Sporo tras podjeżdżaliśmy bez problemu. Na jednym ze zjazdów zaliczyłem glebę (za bardzo spanikowałem i zbyt mocno zahamowałem skończyło się na puszczeniu rowerka ja wylądowałem w krzakach. Na kolejnych zjazdach było już o niebo lepiej. Choć zauważyłem, że przełożenie tylnej opony bardziej zjechanej na przód nie było dobrym rozwiązaniem. Kilka razy udało mi się uniknąć upadku zwłaszcza na mokrym błotku. Generalnie wyprawa bardzo udana ;)

Kilka fotek i trak z trasy.



Zbyszek na nieskończonym podjeździe:


Panorama Gór Sowich:


Zbyszek na szutrowym zjeździe:


Sławetny podjazd który podjeżdżaliśmy © Maks

Schronisko © Maks

Tutaj można było zjechać z prędkością 70km/h ;) © Maks

Widok na Ślęże z Wielkiej Sowy © Maks

Wieża widokowa na Wielkiej Sowie © Maks

Na jednym z podjazdów na którym nie szło podjechać. © Maks


  • DST 63.18km
  • Czas 02:14
  • VAVG 28.29km/h
  • VMAX 41.08km/h
  • HRmax 200 (111%)
  • HRavg 143 ( 79%)
  • Kalorie 1946kcal
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Budowa wytrzymałości

Poniedziałek, 26 lipca 2010 · dodano: 26.07.2010 | Komentarze 5

Dzisiaj postanowiłem że wyskoczę na starą trasę wytrzymałościową jest w "miarę" płaska. Po pierwszych 5 km zacząłem czuć Niedzielne podjazdy wiedziałem że to minie tylko kiedy ? Minęło na 20km. Dzisiaj stwierdziłem że zrobię więcej miedzy czasów aby mieć co pobijać. Dzisiaj wyjątkowo noga podawała jak należy ;) Wszystko byłoby super gdyby nie incydent z autem które wymusiło na mnie pierwszeństwo i zmusiło mnie do gwałtownego hamowania zatrzymałem się przed furgonetką jakieś 2 metry zrobiło mi się naprawdę gorąco ten miesiąc jest dla mnie wyjątkowy.
Dalej już bardzo ostrożnie przez osiedle.
Wygląda na to że wracam z kondycją do początku lipca.
Jutro odpoczynek a w środę jak nie będzie padać kolejny trening.

Trasa:


Wyniki:
Pierwsza część (koniec Rokietnica)
MAXPULS: 200bpm 111%hr max (Błąd nie chce mi się wierzyć abym miał takie tętno)
AVGPULS: 148bpm 82%hr max
AVGCAD: 77rpm
DIST: 15,73km
TOTALTIME: 31:31
AVGSPEED: 29,9km/h
MAXSPEED: 41,7km/h
TOTALCAL: 485kcal

Druga część (koniec Przecław)
MAXPULS: 154bpm 86%hr max
AVGPULS: 147bpm 82%hr max
AVGCAD: 75rpm
DIST: 7,90km
TOTALTIME: 16:09
AVGSPEED: 29,3km/h
MAXSPEED: 31,8km/h

Trzecia część (koniec Pamiątkowo)
MAXPULS: 150bpm 83%hr max
AVGPULS: 146bpm 81%hr max
AVGCAD: 77rpm
DIST: 3,13km
TOTALTIME: 6:18
AVGSPEED: 29,8km/h
MAXSPEED: 33,2km/h
TOTALCAL: 97kcal

Czwarta część (koniec Lulin)
MAXPULS: 155bpm 86%hr max
AVGPULS: 146bpm 81%hr max
AVGCAD: 78rpm
DIST: 3,55km
TOTALTIME: 7:00
AVGSPEED: 30,4km/h
MAXSPEED: 32,9km/h
TOTALCAL: 113kcal

Piąta część (koniec Kowalewko)
MAXPULS: 154bpm 86%hr max
AVGPULS: 147bpm 82%hr max
AVGCAD: 80rpm
DIST: 5,21km
TOTALTIME: 10:12
AVGSPEED: 30,6km/h
MAXSPEED: 36,0km/h
TOTALCAL: 171kcal

Szósta część (koniec ul. Obornicka)
MAXPULS: 154bpm 86%hr max
AVGPULS: 146bpm 81%hr max
AVGCAD: 70rpm
DIST: 4,82km
TOTALTIME: 10:26
AVGSPEED: 27,7km/h
MAXSPEED: 32,7km/h
TOTALCAL: 142kcal

Siódma część (koniec w zajeździe pół litra pepsi - 7min przerwy)
MAXPULS: 152bpm 84%hr max
AVGPULS: 137bpm 76%hr max
AVGCAD: 71rpm
DIST: 9,08km
TOTALTIME: 19:35
AVGSPEED: 27,8km/h
MAXSPEED: 35,9km/h
TOTALCAL: 275kcal

Ósma część (koniec Suchy Las)
MAXPULS: 152bpm 84%hr max
AVGPULS: 136bpm 75%hr max
AVGCAD: 75rpm
DIST: 4,31km
TOTALTIME: 9:05
AVGSPEED: 28,5km/h
MAXSPEED: 33,8km/h
TOTALCAL: 135kcal

Reszty nie było sensu pisać bo już praktycznie na osiedlu.

  • DST 70.20km
  • Teren 60.00km
  • Czas 04:07
  • VAVG 17.05km/h
  • VMAX 52.32km/h
  • Sprzęt Kellys Blade
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miałbyć trening a było tak sobie ...

Niedziela, 25 lipca 2010 · dodano: 25.07.2010 | Komentarze 3

Zaczęło się od tego że jak sprawdziłem rowerek to okazało się że trochę powietrza uszło z tylnego kola a więc jest gdzieś dziura ale postanowiłem napompować bo powietrze nie uchodziło zbyt szybko więc spokojnie wiedziałem że przejadę. Włączam pulsometr kadencja nie działa próbuje parować z zegarkiem ale wynik negatywny. Jako że umówiłem się ze Zbyszkiem o 12:00 postanowiłem to olać. Wiedziałem już że nie będzie wyników. Na początek pojechaliśmy nadwarciańskim do Puszczykowa do sklepu zjeść po bananie. Później skoczyliśmy zgodnie z trasą Jacka dojechaliśmy do wzniesienia. Postanowiliśmy trochę poćwiczyć siłę podjeżdżaliśmy tak z jeszcze jednym gościem nieco starszym od nas my podjechaliśmy 3 razy za każdym razem zmniejszając przełożenie końcówka to była masakra ;) Jedziemy dalej. A gościu nadal ćwiczy podjazdy ... Pokręciliśmy się trochę po WPNie myśląc że spotkamy Jacka ale niestety się nie udało. Za to jak wracaliśmy spotkaliśmy tego samego gościa jak podjeżdżał myślę że facet przygotowywał się do Głuszycy. Po drodze widzieliśmy jeszcze ekipę gdzie na czele jechał jakiś poznaniak z TORQ później jeszcze zaliczyliśmy trochę podjazdów. W drodze powrotnej daliśmy mocniejsze tępo skoczyliśmy na loda do Puszczykowa potem wracaliśmy nadwarciańskim. W drodze powrotnej jechałem bardzo blisko Zbyszka ten nagle zrobił fale (Mocno w lewo i w prawo). Niestety ja już nie zdążyłem miałem do wyboru wysoki krawężnik ewentualnie wyjechanie na jezdnie. Wybrałem hamowanie obróciło mną o 180 stopni tak że jeszcze jechałem przez chwilę tyłem. Obyło się bez gleby ale opona wygląda nieciekawie. Kilka hamowań na asfalcie i momentalnie bieżnik schodzi ...
Do Głuszycy trzeba będzie przełożyć koła. Licznik chodzi bez zarzutu ani razu nie było problemu.
Mieliśmy mało czasu aby pokręcić się dłużej może kiedy indziej. Teraz trzeba będzie wznowić treningi wytrzymałościowe.
Wieczorkiem wyszedłem z dzieciakami pograć w piłkę aby trochę rozruszać nogi bo jak schodziłem ze schodów to wyraźnie czułem podjazdy ;)
Wyjazd udany Teraz pewnie spotkamy się dopiero na w Piątek. W Poniedziałek przełożę łańcuch i sprawdzę czy przeskakuje po jak jechałem to nie było ciekawie kilka razy mi przeskoczył.
Jak przyjechałem do domciu wymieniłem baterię w kadencji i sparowałem kadencję z zegarkiem jest ok. Czwartek szykuje rower na Głuszycę, do tego czasu treningi, wytrzymałościowo-siłowe. Noga wygląda zdecydowanie lepiej coraz mocniej podaje i już nie krwawi.